Wczoraj zdarzylo sie cos dziwnego. Szlam do kina na Deadly Shadows, synek drzemal w dzień, ja czekałam na chłopaka, który mial mnie zmienic w opiece nad dzieckiem.
I nudzilo mi sie.
Nie wiem skad wzial sie pomysl, zeby wejsc na chatroulette, ale po prostu dawno nie odwiedzalam tej wspanialej strony, gdzie mozna natknac sie na zboczencow, pojebow i indywidualnosci z calego swiata.
Noo... i nie zawiodlam sie.
Po przescollowaniu milona panow marszczacych freda trafilam na goscia, ktory byl ubrany i kat padania kamerki nie sugerowal, ze cokolwiek czai sie pod biurkiem.
Byl z Australii, mniej wiecej w moim wieku, z jakims paskudnym tatuazem, ktory niby byl dwiema muszlami, a przypominal skrzydlatego kutasa. Gadalismy o pogodzie i jakos zgadalo sie o jego szkole.
Byl bowiem studentem sztuki, jakiejs tam ichniej uczelni.
No to sie pytam, czy tylko sie sztuka interesuje, czy sam cos rzezbi (bo wspominal o rzezbie).
A Stiven (nie znam jego imienia, ale Stiven mi pasuje) mi mowi, ze nie, bo robi
rzeźby z martwych zwierzat (!) i nie trzyma tego w domu, bo przeokropnie smierdzi. Zeby tego bylo malo, robi najczesciej ludzkie postacie z ów wypchanych zwierzątek. Nie no, przepieknie, kurwa mac.
O dzieki internecie, ze jestes tak cudowny, ze moge sobie spedzic 30 minut na pogawedce z Australijczykiem, ktory rzezbi z martwych zwierzat i zarzeka sie, ze nie gania noca ludzi z pila mechaniczna (i tak mu nie wierze).
Sytuacja wyraznie podniosla skale abstrakcji w moim zyciu spokojnie na jakis miesiac.
Btw. Dla hardcorow polecam film TAXIDERMIA, ale tylkko dla hardcorow.