Wczorajszy dzien byl niesamowity, generalnie moj luby zrobil mi urodziny prawie miesiac wczesniej :) Dostalam urodzinowe prezenty i wybralismy sie bez Gluta na zakupy. Dzieki temu zyskalam klawiature do Ipada i dużo latwiej bedzie mi na nim notowac na uczelni - moze w ten sposob unikne w tym semestrze nerwowego szukania zeszytow i bede miala wszystko w jednym miejscu.
Dostalam także bilet na koncert Marylina Mansona, na ktory idziemy razem z Mishonem (Lubie MM, ale troche sie tego wstydze :D) jak nie zrobi porzadnego show z odrygzaniem czemus jader to szczerze bede zawiedziona, bo na to glownie licze. Manson to dla mnie troche taka mroczna Lady Gaga, tyle, ze wpadl na pomysl zrobienia kariery przez szokowanie wczesniej i ma penisa. Ale mimo wszystko lubie jego kawalki i sadze, ze bede sie dobrze bawic :)
Na zakupach wreszie kupilam sobie spodnie, ktore sa w miare idealne, dwie bluzki i cos, co chyba zmieni moje zycie. Zaryzykowalam i kupilam sobie w inglocie eyeliner w zelu z pedzelkiem i okazalo sie, ze nakladanie nie jest wcale takie trudne (w koncu kreske nad okiem robie sobie juz przeszlo 8 lat codziennie)
na dodatek wydaje mi sie, ze pierwszy raz w zyciu udalo mi sie zrobic je w miare symetrycznie :)
Teraz czuje, ze tylko rysowanie brwi dzieli mnie od poznania najwazniejszych dla mnie technik makijazu! Zawsze wychodza mi za ciemne, za glupie, za jakies. Gdyby matka natura nie dala mi fajnego ksztaltu brwi, to nosilabym nad oczami dwie dzdzownice.
W TYM MIEJSCU ZNAJDUJE SIĘ APEL DO DROGICH PAN











